Foto by @novak_photo_feelings
Zdarza Ci się czuć, że Twoje ciało jest spięte, jakby „zaciśnięte od środka”?
Albo że od pasa w dół czujesz mniej — jakby ciało było odłączone od reszty Ciebie?
To częstsze, niż nam się wydaje. Bo ciało pamięta wszystko, czego kiedyś nie mogliśmy wyrazić.
Ciało nie zapomina
Ciało ma własną pamięć — biologiczną, emocjonalną, ruchową. Kiedy w trudnej sytuacji nie mogliśmy się bronić, płakać, złościć, uciec — reakcja została zatrzymana. Mięśnie, które miały się poruszyć, zostały napięte. Oddech – wstrzymany. Emocja – „zamrożona” w tkankach. To nie metafora. To realne, fizjologiczne zjawisko, które widać w postawie ciała, oddechu, napięciu bioder i dolnych pleców.
Jak pisał Alexander Lowen, twórca bioenergetyki: „To, co dzieje się w umyśle, dzieje się także w ciele. Tłumienie emocji prowadzi do stłumienia ruchu.”
Dlaczego właśnie biodra?
Bo biodra to centrum naszej energii życiowej, seksualności, ekspresji i mocy. To miejsce, z którego ruszamy, tańczymy, kochamy, działamy. Ale to też obszar, który najłatwiej „zamyka się”, gdy próbujemy kontrolować emocje i otoczenie.
W języku ciała:
- Sztywne biodra to zamrożony ruch – emocja, która nie mogła znaleźć ujścia.
- Bóle w krzyżu to często napięcie od dźwigania za dużo – obowiązków, emocji, odpowiedzialności.
- Brak czucia to odcięcie od tego, co boli, wstydzi się, przeraża lub było zbyt intensywne.
Skąd to się bierze?
Nie tylko z pracy siedzącej. Źródła sięgają głębiej – często do dzieciństwa i wczesnej młodości. Do sytuacji i zdarzeń, w których słyszeliśmy:
- „Nie złość się, nie krzycz” – więc ciało nauczyło się hamować energię.
- „Nie płacz” – więc napięcie zatrzymało się w przeponie i biodrach.
- „Nie ruszaj się tak, to nie wypada” – więc spontaniczność zamieniła się w kontrolę.
- „Musisz być silny” – więc mięśnie nauczyły się twardnieć, a oddech spłycać.
- „Nie dotykaj, nie okazuj” – więc ciało przestało ufać kontaktowi.
To nie są świadome decyzje – to strategie przetrwania, które wtedy nas chroniły przed kolejnymi uwagami ze strony osób bliskich, ważnych lub rówieśników. I nawet jeśli dziś nie pamiętamy tego, to w naszym ciele pozostaje to zapisane na lata. I w dorosłości, może odbierać energię, oddalać od bliskości i pozbawiać radości ze spontanicznego ruchu.
Ciało daje sygnały
Jednak ciało, kiedy jest „przytrzymane”, daje znać:
- bólem w dolnych plecach,
- brakiem ruchomości w biodrach,
- trudnością w siedzeniu bez napięcia,
- uczuciem ciężaru w miednicy,
- albo… brakiem czucia w ogóle.
I choć czasem zauważamy ten ból i napięcie, to nie wiemy co z tym zrobić. Uciekamy się do tłumienia objawów pastylkami przeciwbólowymi, zabiegami rehabilitacyjnymi albo, co najczęstsze, stwierdzamy, że „tak mamy” i tak już będzie. Bo nie dostrzegamy źródeł. Boimy się zauważyć przyczyny. Nie chcemy nic zmieniać bo będzie gorzej lub trudno. Ciągle dajemy pierwszeństwo zrozumieniu i racjonalizacji. Jednak dopiero w ruchu, w tańcu, w oddechu możemy zauważyć to co ukryte — pojawia się łza, dreszcz, złość, śmiech. To nie „dziwne reakcje”, to ciało wreszcie kończy ruch, który kiedyś musiało zatrzymać.
Na warsztatach pracy z ciałem, które prowadzę, uczestnicy często mówią:
„Myślałem, że po prostu mam słabe plecy, a okazało się, że całe życie noszę napięcie po stracie ojca.”
„Nigdy nie łączyłem bólu biodra z emocjami. Po kilku ćwiczeniach nagle poczułem, że chce mi się płakać.”
To momenty, w których ciało wreszcie kończy ruch, który kiedyś musiało zatrzymać.
Ruch, który traktujemy jak „normalny”
Przyzwyczailiśmy się do napięcia i nawet go nie zauważamy. Siedzimy po kilka godzin przy komputerze, jeździmy samochodem, a potem narzekamy na „sztywność w biodrach”. W pracy i w domu często funkcjonujemy w stanie gotowości – z zaciśniętym brzuchem, przyspieszonym oddechem i spiętymi barkami. Uznajemy to za normę, część „dorosłego życia”. Ale ciało płaci za to cenę – utratą kontaktu z energią, zmysłowością i spontanicznością. Bo do tego potrzebujemy rozluźnienia, swobodnego przepływu i lekkości.
Co mówi DMT – Dance Movement Therapy
W terapii tańcem i ruchem nie „naprawiamy” ciała. Nie analizujemy, dlaczego coś boli. Zamiast tego słuchamy ciała przez ruch, oddech i ekspresję. DMT uczy, że ciało ma swój język – gest, rytm, napięcie, puls. I u każdego jest on inny. Każdy ma swoją ekspresję, schemat i potrzeby. Tu nie naśladujemy, nie korygujemy i ćwiczymy. Przyglądamy się, sprawdzamy i zaciekawiamy. Kiedy pozwolimy mówić ciału, ono samo prowadzi nas do miejsc, które potrzebują uwagi. Ruch bioder – spiralny, płynny, spontaniczny – to nie tylko ćwiczenie. To kontakt z emocjami, które tam czekają. To powrót do przepływu i poczucia życia.
Jak zacząć?
Nie musisz iść od razu na warsztat (choć warto). Możesz zacząć od prostych praktyk:
- Połóż dłonie na biodrach.
- Zrób kilka głębokich oddechów – aż poczujesz, że powietrze dociera niżej.
- Powoli poruszaj miednicą – jakbyś chciał znaleźć naturalny rytm.
- Nie oceniaj – obserwuj.
Może coś się pojawi. Zauważysz napięcie, może jakąś emocję, może sztywność lub brak ruchu, a może nawet ból. Pozwól temu być.
Bo to nie głowa trzyma – to ciało
Nie da się „przemówić sobie do rozsądku”, żeby puściło napięcie w biodrach. Nie da się rozumem rozluźnić ciała. Bo to ciało pamięta. I to z nim trzeba się porozumieć – ruchem, oddechem, obecnością.
Jeśli czujesz, że Twoje ciało potrzebuje odzyskać przestrzeń, ruch i oddech – zapraszam Cię na warsztaty pracy z ciałem i emocjami w Małopolsce, podczas których łączę elementy Dance Movement Therapy, bioenergetyki Lowena i uważności na to, co żywe w nas.
Więcej o warsztatach tu: Warsztaty i szkolenia