Dlaczego tak łatwo wchodzimy w role – i co się wtedy dzieje z nami naprawdę

wchodzenie w rolę, napięcie i działanie – mężczyzna w ruchu na scenie

Foto: Robert Siwek

„Na początku to naprawdę działa.”

To zdanie często pojawia się, kiedy ktoś opowiada mi o nowej pracy, projekcie albo roli, w którą właśnie wszedł.
Kiedy zaczynasz coś nowego, bardzo łatwo wchodzisz w rolę, która zaczyna Cię prowadzić.
Nowe zadania. Większa odpowiedzialność. Tempo, które trochę przeraża… ale jednocześnie daje energię.
Z jednej strony pojawia się napięcie i niepewność. Z drugiej — coś, co trudno pomylić z czymkolwiek innym. Jest tam ciekawość, ekscytacja i poczucie, że „w końcu coś się dzieje”.

I to jest moment, który naprawdę potrafi nieść.

Znasz to?

Używam formy męskiej dla prostoty — ale to, o czym tu piszę, dotyczy nas wszystkich.

Dlaczego tak łatwo wchodzisz w rolę na początku zmiany

Wchodzisz w coś nowego i nagle masz w sobie więcej energii niż zwykle.

Chcesz więcej.
Robisz więcej.
Dajesz więcej.

I przez jakiś czas to działa.
Dlatego rzadko zatrzymujemy się wtedy, żeby zadać sobie jedno proste pytanie: czym właściwie jest ta rola, w którą właśnie wchodzę?
Bo rola to nie jest tylko nazwa ani funkcja, którą pełnisz. To sposób, w jaki zaczynasz być w świecie — wobec innych i wobec siebie.

I co ważne, rzadko tworzysz ją od zera, dużo częściej ją przejmujesz.
Patrzysz na innych.
Słuchasz, czego się od Ciebie oczekuje.
Czujesz, co w tej sytuacji „pasuje”.

I zanim się zorientujesz — zaczynasz działać według tego scenariusza.
Nie dlatego, że udajesz. Tylko dlatego, że tak działa życie między ludźmi.

Skąd bierze się scenariusz roli, którą odgrywasz

Rola to nie jest tylko funkcja. To sposób, w jaki zaczynasz być w świecie.

Jako nauczyciel.
Jako lider.
Jako rodzic.
Jako funkcjonariusz, lekarz, przedsiębiorca albo po prostu ktoś, kto „ogarnia”.

Każda z tych ról ma swój scenariusz i najczęściej nie piszesz go od zera. Patrzysz na innych, słuchasz, czego się od Ciebie oczekuje, czujesz, co „wypada”, a co nie.

Trochę pamiętasz jak mówiło się o nich w domu.
Trochę uczyłeś się o tym w szkole.
Trochę obserwowałeś, przyglądałeś się ludziom pełniących różne funkcje.
A całkiem sporo widzisz tego na co dzień w telewizji czy social mediach.

Podglądasz innych w podobnej roli, porównujesz się, sprawdzasz, czy robisz „tak jak trzeba”. Dokładasz do tego swoje doświadczenia.
I zanim się zorientujesz — zaczynasz w to wchodzić. Bez większej refleksji.

Dlaczego role są potrzebne i tak dobrze porządkują życie

Role są potrzebne.

Dają strukturę.
Porządkują relacje.
Ułatwiają działanie.

Dzięki nim nie musisz za każdym razem zastanawiać się, jak się zachować. Masz to zapisane gdzieś głęboko, jak na twardym dysku.
Wiesz mniej więcej: co robić, jak reagować, gdzie są granice. To daje poczucie bezpieczeństwa. Bo świat staje się bardziej przewidywalny. A dla naszego układu nerwowego to jedna z najważniejszych rzeczy.

Nie chodzi o to, żeby było idealnie. Chodzi o to, żeby było znajomo.  Dlatego tak szybko uczysz się ról. I dlatego tak łatwo w nie wchodzisz. Nie dlatego, że ktoś Cię zmusza. Tylko dlatego, że to upraszcza życie. Psychologicznie to ma sens. Mniej decyzji. Mniej niepewności. Mniej napięcia związanego z „nie wiem, co zrobić”.

Masz gotowy schemat. A tam, gdzie jest schemat — pojawia się poczucie kontroli.
I właśnie dlatego tak trudno jest czasem ten schemat zatrzymać.

Co sprawia, że chcesz w tej roli zostać

Jest jeszcze jeden element, który rzadko zauważamy.

Kiedy zaczynasz „dawać radę” w nowej roli, pojawia się coś, co bardzo mocno wzmacnia ten proces. Satysfakcja. Uznanie. Czasem zwykłe: „dobra robota”.
I to działa.
Nie tylko na poziomie głowy. Ale bardzo konkretnie w ciele.
Z punktu widzenia mózgu to jest silny sygnał: idź w to dalej. Nowość, odpowiedzialność i uznanie uruchamiają układ nagrody.
Pojawia się więcej energii. Większa motywacja. Większa gotowość do działania.
Łatwiej Ci wstawać rano.
Łatwiej brać kolejne rzeczy na siebie.
Łatwiej powiedzieć: „jeszcze dam radę”.

Czujesz, że żyjesz.
I to jest prawdziwe.
Dlatego nie tylko wchodzimy w role. Zaczynamy się z nimi utożsamiać.

 Moje doświadczenie – kiedy rola naprawdę zaczyna nieść

Pamiętam momenty w swoim życiu, kiedy wchodziłem w nowe role.
Nowe stanowiska.
Nowe zadania.
Nowe projekty.
Nowe środowiska.
Nowe odpowiedzialności.

Na początku było w tym dużo energii. Był ten dreszczyk ekscytacji. Wyzwanie. Poczucie, że coś się zaczyna. I miałem w sobie dużą gotowość, żeby w to wejść.
Brałem więcej.
Robiłem więcej.
Chciałem więcej.
Czasem szybciej niż inni. Czasem bardziej niż było to potrzebne. I choć nie wszystkim się to podobało, dla mnie to było naturalne.

To mnie niosło.
I przez długi czas to działało. Dawało poczucie sensu. Sprawczości. Bycia „na swoim miejscu”.

I nie żałuję tego.
To bezcenne doświadczenie.

To doświadczenie jest mi bardzo bliskie. 
Spróbowałem je pokazać inaczej — nie słowami, tylko ruchem.

Poniżej fragment etiudy „Człowiek w roli”.

To jest moment wchodzenia.
Napięcia.
Działania, które zaczyna nieść.

www.sorocki.com

Dopiero później zaczynałem widzieć, że coś się zmienia.
Ale to już jest kolejny etap.

Zatrzymaj się na chwilę i sprawdź to u siebie

Na razie zatrzymaj się na chwilę przy jednym pytaniu.
Kiedy ostatnio wszedłeś w coś nowego…
czy byłeś jeszcze w tym Ty, czy już tylko to, co „trzeba zrobić”?

 

To jest dokładnie to, z czym pracuję na warsztatach pracy z ciałem i napięciem, podczas procesu „Z Czuciem” oraz na męskich kręgach w ruchu.
Nie uczymy się tam „lepiej działać”. Uczymy się najpierw zauważać, co dzieje się w ciele, kiedy wchodzisz w rolę i zaczynasz działać na wysokim napięciu. A dopiero później pojawia się kolejny krok. Jak być w tej roli i nie tracić kontaktu ze sobą.
Bo sama rola nie jest problemem. Odpowiedzialność też nie.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestajesz mieć do siebie dostęp.
I to jest moment, w którym praca coachingowa zaczyna mieć sens.

To, o czym piszę, jest dobrze opisane w psychologii i socjologii.
Między innymi:
– koncepcja ról społecznych (jak uczymy się zachowań i oczekiwań w relacjach)
– podejście Ervinga Goffmana, który opisywał życie społeczne jako formę „odgrywania ról”
– koncepcja „persony” Carla Junga, czyli sposobu, w jaki pokazujemy się światu

Ja pracuję z tym trochę inaczej — bardziej przez doświadczenie ciała niż analizę. Ale te mechanizmy są bardzo spójne.

Picture of Wojciech Rajmund Brania

Wojciech Rajmund Brania

Nazywam się Wojciech Rajmund Brania. Pracuję z osobami w rolach odpowiedzialnych – liderami, przedsiębiorcami, funkcjonariuszami i specjalistami – które nie mają problemu z działaniem, ale z regulacją napięcia i kontaktem ze sobą.

To nie jest praca nad kolejnymi narzędziami ani „rozwojem”. To powrót do czucia, regulacji i zdolności zatrzymania się – zanim napięcie zacznie rządzić decyzjami, relacjami i życiem.

Jeśli ten temat jest Ci bliski, możesz sprawdzić, jak pracuję w formie warsztatów, pracy indywidualnej lub szkoleń.